Marcin Milczarek

radca prawny

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Sed vehicula mi sit amet tellus feugiat; a tempor ligula cursus. Phasellus euismod arcu id finibus aliquam!
[Więcej >>>]

PITu PITu

Komentarze (1)

Za nami majówka i okres gorączkowego wypełniania PITów, przeżywania chwil triumfu – gdy okazuje się, że jednak jesteśmy szczęśliwcami i mamy zwrot nadpłaconego podatku, jak i rozpaczy – gdy mamy podatek do dopłacenia, a nierzadko są to kwoty idące w tysiące złotych. Teraz tysiące urzędników skarbowych przystąpiło do mozolnego sprawdzania naszych rozliczeń, wychwytywania błędów, wzywania do korekt, wyliczania odsetek i innych przyjemnych czynności.

PIT nie jest podatkiem ani prostym, ani sprawiedliwym, ani też efektywnym. Przynosi budżetowi niecałe 17% wpływów podatkowych, za to angażuje podobno aż 85% urzędników. Można tych urzędników zaangażować do wykrywania przestępstw w VAT i zasypywania słynnej VAT-owej luki – co przyniosłoby budżetowi więcej pieniędzy niż dochody z PIT. No dobrze, ale kto będzie w takim razie czuwał nad prawidłowością rozliczeń w PIT?

Mało efektywne stawki?

Jak pewnie Wam wiadomo z prasy, radia i telewizji, obecne stawki – czyli 18 i 32%, a zwłaszcza stawka liniowa 19% są zbyt niskie, gdyż wielu „cwaniaków” ucieka w stawkę liniową zamiast płacić karnie 32% podatku i jest to źródłem rozlicznych kłopotów budżetowych. Należy więc, grzmią media, te stawki podwyższyć, zwłaszcza najbogatszym.

Hmm. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Weźmy np. dane za rok 2015 (przykro mi, nowszych nie ma). Według Ministra Finansów, mieliśmy w tym roku 25.447.493 podatników, z czego 24.944.845 rozliczało się według skali podatkowej, a 502.648 osiągało dochody z pozarolniczej działalności gospodarczej lub działów specjalnych produkcji rolnej (nie liczę takich, którzy uzyskali dochody ze zbycia nieruchomości czy papierów wartościowych, bo na pewno nie były to ich jedyne dochody). Czort jeden wie, jak w zasadzie tych podatników liczyć, bo jeśli podzielimy dochód podlegający opodatkowaniu (759.667.734.000 zł) przez przeciętny dochód do opodatkowania (28.189 zł) to wyjdzie nam 26.949.084 podatników, ale przyjmijmy, że było ich 25 milionów – tak dla uproszczenia.

Najważniejsze, że efektywna stawka opodatkowania wynosi – uwaga! – 8,51%. Słownie: osiem procent i pięćdziesiąt jeden setnych. Jeśli ktoś nie wierzy, proszę bardzo, można sprawdzić tu: http://www.finanse.mf.gov.pl/

Wynika z tego, że zafundowaliśmy sobie bardzo skomplikowany system po to, żeby ściągnąć przeciętnie 2400 zł z podatnika, w tym 25% (jedna czwarta!) opodatkowanych dochodów to emerytury, które przecież ktoś kiedyś już wypracował. Nie brzmi to zbyt sprawiedliwie.

No dobrze. Czy można inaczej? Ależ oczywiście. W 2015 roku mieliśmy w Polsce w wieku produkcyjnym 24.628.541 osób (właściwie to pomiędzy 20 a 64 rokiem życia, bo takie przedziały wiekowe podaje GUS). Z grubsza zgadza się nam to z liczbą podatników PIT. Jeżeli podzielimy podatek PIT należy w roku 2015 przez tę liczbę, otrzymamy kwotę 2396,73 zł na osobę. Do tego dochodzą nam „składki” ZUSi, czyli 61.840.934.000 zł/26.949.084 osób = 2294,73 zł. Czyli miesięcznie każdy miałby do zapłacenia 199,73 zł podatku i 191,23 zł składek ZUS (tak tak, podatek ZUS jest równy dochodowemu!).

Lepszy system ryczałtowy

A jak to się ma do otrzymywanych wynagrodzeń? Policzmy. W 2015 roku minimalne wynagrodzenie miesięczne wynosiło 1750 zł „brutto”. Oczywiście to żadne brutto, bo dochodzą do tego jeszcze obciążenia pracodawcy, czyli w sumie realne brutto wynosi 2111,25 zł. Z tego pracownik otrzymywał na rękę 1286,16 zł miesięcznie. To nie żart: pracownik otrzymuje tylko 61% swojego wynagrodzenia! Czyli każda podwyżka o 100 zł „na rękę” kosztuje pracodawcę 164 zł. Pomyślcie, dlaczego pracodawcy tak się krzywią, kiedy słyszą prośby o podwyżkę… już wiadomo.

W systemie ryczałtowym taki pracownik otrzymałby na rękę miesięcznie (przy utrzymaniu obecnego poziomu wpływów) 2111,25 zł – 199,73 zł (PIT) – 191,23 zł (ZUS) – 157,01 zł (NFZ) = 1563,28 zł. Czyli nagle dostałby 21,5 % podwyżki! I to liczone od wynagrodzenia minimalnego, a jeśli zarabiałby więcej? Tym większe podwyżki.

Koszty poboru takiego podatku? Żadne. Komputer sprawdzający wpłaty podatku na spersonalizowane konta i wysyłający automatyczne wezwania do zapłaty. No, może ze 3 osoby na województwo sprawdzające, czy system sprawnie działa.

Można? Można. Same zalety:

  • System prosty i efektywny,
  • wpływy utrzymane,
  • ludzie mają więcej w kieszeni,
  • emerytury nieopodatkowane,
  • żadnych corocznych PITów, bo każdy wpłaca określoną sumę co miesiąc,
  • łatwe budżetowanie wpływów,
  • praktycznie 100% ściągalność,
  • trzymanie inflacji w ryzach (każde dostosowanie wpływów budżetowych do inflacji wiąże się z podwyżką podatku ryczałtowego, co ludzie od razu odczują),

oraz uwolnienie wielkiej ludzkiej energii, skierowanej na rozliczanie podatku!

550+ i żyje się lepiej

Nagle okazałoby się, że nie jest ważne, czy mamy działalność gospodarczą, kontrakt menedżerski, zlecenie, wyszukiwanie luk w systemie i obniżanie podatków straciłoby sens. Płacimy co miesiąc niecałe 550 zł i cieszymy się życiem oraz większą gotówką w kieszeni.

Krytycy powiedzą – tak, ale bogaci będą płacili dużo mniej niż obecnie! Nie wiem, dlaczego to ma być zarzut – jak widać, każdy dostanie więcej pieniędzy. Nikt nie jest więc pokrzywdzony, taki argument może więc wynikać wyłącznie z zawiści. Nikt jednak przecież nie broni zarabiać więcej 

No tak, powie krytyk – malkontent, ale to że każdy płaci tyle samo jest niesprawiedliwe, bo powinien płacić proporcjonalnie do swojego dochodu. Przepraszam, ale ten argument jest kompletnie bezsensowny. Po pierwsze, to że każdy płaci tyle samo jest właśnie sprawiedliwe („wszyscy mamy równe żołądki”). Po drugie – jedni twierdzą, że każdy powinien płacić proporcjonalnie (czyli np. 30% dochodu), inni z kolei, że biedniejsi 30% a bogatsi 50% bo przecież mają więcej i aż tyle im nie potrzeba. Nie wiem, kto miałby oceniać, ile to jest wystarczająco i czy od tego dochodu to już się należy 30% czy może 50% podatku. Poza tym zaraz zaczęłoby się szacowanie dochodu, wymiary, domiary, unikanie, dzielenie i nawet byśmy się nie obejrzeli, a wrócimy do rozbudowanego i nieefektywnego systemu kontroli. A z kolei pobieranie stałego procentu dochodu to przecież kara za to, że ktoś jest pracowity i zarabia więcej.

Drodzy Państwo, taki bogacz co dużo zarabia przecież tych pieniędzy nie zje albo nie napali nimi w piecu (to znaczy może i tak zrobi, ale chyba wielu chętnych nie będzie ) Albo je przeje – i zapłaci podatek od konsumpcji (VAT) albo zainwestuje i zapłaci podatek od majątku. A jeśli nic z nimi nie zrobi i będzie na nich siedział jak Wujek Sknerus to przecież krzywda się budżetowi Państwa nie stanie – on swoje dochody otrzyma. Więc gdzie problem?

Czy doczekamy czasów, kiedy podatki będą takie proste i przyjemne? Ech, rozmarzyłem się majowo…

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

rafal chmielewski Maj 8, 2017 o 16:46

Panie Mecenasie, to bardzo ciekawa koncepcja! 🙂

Ja sam jestem zdania, że PIT to podatek anachroniczny, generujący tylko ryzyko podatkowe i mnóstwo kosztów podatnikom oraz aparatowi skarbowemu (czyli znowu – podatnikom). A ze sprawiedliwością ma tyle wspólnego co tegoroczny maj ze słońcem 😉

Wg mnie ten podatek należy zlikwidować. W zamian można o 0,5% podnieść VAT – podatek nowoczesny i nie generujący takiego ryzyka podatnikom, którzy nie są zawodowcami.

Co Pan o tym sądzi?

Rafał 🙂

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis: